Szkocja | czyli chciałbym wyschnąć.

Szkocja | czyli chciałbym wyschnąć. Kilkudniowy wypad do Szkocji. Mocno deszczowy, wietrzny i mglisty. Rewelacyjny. Neist Point, Old man of Stor i więcej. W towarzystwie Volvo V70.

January 24, 2016
 Lubię deszcz, sami wiecie jak jest. Z reguły nie unikam zmoknięcia. Czasami nawet wolałbym aby popadało, bo po prostu niektóre miejsca bez deszczu są jakieś takie wyprane z emocji. Ale to przez co przeciągnęła nas Szkocja, przez te kilka dni to już była przesada. Taka troszkę. Pojawił się pomysł, zorganizowaliśmy bilety do Glasgow. Później autko w Hertz najmniejsze jaki mieli, bo przecież ruch lewostronny, a do tego drogi wąskie i kręte mieliśmy w planie. Wylądowaliśmy wieczorem. Trochę się zeszło z odprawą. Celnik poinformował mnie,  że nie wpuści mnie jak nie zgolę brody. W dowodzie jestem gładziutki jak niemowlę, a tu faktycznie trochę zarosłem. Broda jak u początkującego maga. Na szczęście okazało się, że po prostu jest niezłym trollem i chyba sprawia mu frajdę wkręcanie ludzi. Uff, broda zostaje, idziemy po autko. Witam, witam, nie mamy państwa auta…ale za to mamy upgrade dla was. Będzie automat. Rewelacja bo zmiana biegów trochę mnie stresowała. Tja….
volvo v70. glen coe
Dostaliśmy takiego wieloryba. Volvo V70. Ale co to jest za auto. Jeszcze nigdy nie czułem, aby auto tak się mną opiekowało jak to. Powróćmy jednak do momentu w którym go dostaliśmy. Było już raczej ciemno, dodatkowo deszcz padał. A ja miałem lewą stroną, ogromnym krążownikiem dojechać do hotelu oddalonego o godzinę drogi. Wiecie, że na takim farcie już dawno nie jechałem. Na rondach i skrzyżowaniach nie było ruchu, co zapewne miało wpływ na to, że się nie rozbiliśmy. Nie da się w kilkanaście minut przestawić odruchów na drugą stronę. Patrzenie na rondzie w lewo jest po prostu automatyczne. Udało się! Hotel. Sukces. Brawo ja. Nocleg. Rano śniadanie, ogromne tłuste dające kopa na cały dzień śniadanie. Wszystko cieknie olejem, ale mi to akurat nie przeszkadzało. W drogę. Drugi nocleg mieliśmy w Glen Coe, a po drodze kilka ciekawych miejsc do zobaczenia.
Ufaj w GPS ale nadzoruj jego poczynania. Dodam o autku, że miało wszystko co mogło mieć. Aktywny tempomat, asystent pasa ruchu, automatyczne światła i wycieraczki. Asystent martwego pola. Odczytywanie ograniczeń prędkości. Automatycznie otwierana klapa, mój ulubiony element auta gdy bardzo mocno pada. Re-we-lac-ja!!
W drodzę do Glencoe zatrzymaliśmy się na przypadkowym parkingu, który jak się okazało prowadził ścieżką przez las do wodospadu.
Wodospad był, za krzakami więc tylko obejrzeliśmy i posłuchaliśmy. Spacer uważam jednak za przyjemny i udany. Znacie ten zapach mokrego lasu i mchu. No dobra macie mnie, zrobiłem jedno czy tam dwa zdjęcia wodospadu.
Natomiast taki widok przy drodze, nie jest tutaj niczym niesamowitym, my jednak za każdym razem cieszyliśmy się jak dzieci.
W drodze do Glencoe, zjechaliśmy na Glen Etive. Jest to jedno z miejsc w, którym kręcony był "James Bond Skyfall". Wąska dosyć wyboista droga, miejscami kręta. Miejscami tak wąska, że ma porobione mijanki. Nie bardzo mieliśmy z kim się mijać. Pustkowie, totalne odludzie. Od kiedy ruszyliśmy z pod wodospadu, towarzyszył nam jedynie deszcz. Widać to dobrze na zdjęciach. Zawiewający i gesty na tyle, że krótkie próby stosowania szarej połówki szybko sobie darowałem. Nie było opcji abym zdążył przetrzeć filtr, podnieść aparat, wykadrować i zrobić zdjęcie  zanim znowu był cały mokry. Teraz polecę artyzmem, uważam, że krople rozmazujące obraz na zdjęciach miejscami, dodają tu wyrazu. Uznajmy, że tak planowałem.
glen etive
Następnie już praktycznie przed  Glencoe, spotykamy trzy siostry. Chyba bliźniaczki.
glen coe
Podejrzewam, że jest to jedna z bardziej obfotografowanych chatek w Szkocji. Widok o poranku musi być niesamowity. Następnie jeszcze przed końcem dnia podskoczyliśmy do Glenfinnan, szerszej publiczności znany jako wiadukt do Hogwartu. Niestety Harry tym razem zdążył na pociąg więc nie uświadczyliśmy latających samochodów. Pociągów w sumie też nie.
Drugi dzień przywitał nas deszczem, ale nic z czym nie dalibyśmy sobie rady. Po ponownym typowo brytyjskim śniadaniu. Wyruszyliśmy w kierunku Isle of Skye, bo tam dzieje się magia Szkocji. Jak widać niebo piękne niebieskie.
O proszę właśnie takie, czyli jednak się da.
Po drodze przystanek przy zamku Eilean Donan. Występował on chociażby w filmie "Moja dziewczyna wychodzi za mąż" Tylko zastanawia mnie gdzie oni tu znaleźli prom, który mu uciekł? I dwa jak wolno musieli jechać, że przejazd tego mostku zajął im tyle czasu.
Następnie kierunek już prosto na Skye. Ok, prawie prosto… tutaj po prostu musiałem się zatrzymać. Hasselblad miał okazję się przewietrzyć.
W każdym razie z daleka było już widać nasz pierwszy prawdziwy cel tego dnia. Ten obelisk, który na pewno spowodowałby gęsią skórkę u Obelixa to Old Man of Storr.
old man of storr
A nad nim deszczowe chmury. Także podjęliśmy szybką decyzję, że oczywiście musimy go zdobyć. Dodatkowo szkoda aby nasze "profesjonalne obuwie górskie" zostało nie wykorzystane. Zwłaszcza, że początek szlaku jest całkiem przyjemny.
old man of storr
Widoki już z pierwszego "tarasu" rewelacja. Tylko gdzie się podziało słońce i czemu góra za wszelką cenę próbuje nas zdmuchnąć. Wichura to mało powiedziane. Szliśmy bokiem, momentami musieliśmy kucnąć aby nas nie zwiało.
Kiedy zawija Ci brodę na uszy to wiedz, że wieje.
W tym miejscu zakończyliśmy nasza wizytę u Storra. Dalej zaczynają się jeszcze lepsze widoki, ale już w tym miejscu utrzymanie się na nogach było bardzo trudne. Byliśmy tam już zupełnie sami. Wszyscy schodzący mieli prawidłowe buty górskie a nie takie kapcie jak my. Dobra jedziemy dalej.
Następny przystanek Kilt Rock. I informacja dodatkowa, jeśli woda w wodospadzie leci do góry zamiast w dół to znaczy, że naprawdę wieje.
kilt rock
Dodatkowo pada, ale co tam. Kolejnym punktem dnia miał być Neist Point, ale jakoś trzeba tam dojechać. Nie ma lepszej drogi niż Quiraing.
quairaing
Nie jest ani bardzo długa, ani kręta, ani bardzo stroma. Ale sami popatrzcie czy nie jest nieziemska.
quAIRAING
I jak wspaniale komponuje się tutaj nasze Volvo.
VOLVO V70. QUAIRAING
Wspaniała droga, wpisuje się w moje zestawienie dróg marzeń.
Na koniec dnia, Neist Point. Za ta górą jest latarnia i musicie mi uwierzyć na słowo. Natomiast jak już tu będziecie to zamiast iść jak my na dół tą ścieżką, musicie się odwrócić i iść na górę. Poważnie tak zróbcie,a później mi podziękujcie za radę :)
NEIST POINT
Spacer w taką pogodę był drogą przez mękę, Martynę co chwilę wiatr próbował porwać, ja szedłem pochylony do przodu, również chwiejnie odfruwając co i rusz. Oczywiście i tak było warto.
Tu na zakończenie jeszcze ciekawa historia. Kiedy już wygrzebaliśmy się z tej ścieżki i dotarliśmy do auta, przemoknięci i roztargani przez wiatr. Podszedł do nas mężczyzna spytał czy faktycznie jest tam latarnia, odpowiedzieliśmy,że tak. Spytał czy mamy zdjęcie, akurat zrobiłem jedno. Ucieszył się bardzo i spytał czy możemy podejść do jego auta bo tam czeka jego córka, która przyjechała zobaczyć latarnie ale przez wiatr nie była wstanie ustać na nogach i była dosyć zmartwiona. Oni zobaczyli to i Wam pokażę, latarnia wygląda tak.
A teraz naprawdę zapamiętajcie aby iść na górę :)
Tu zostawię jeszcze film z tego wyjazdu.
Tomek.

Może zainteresuje Cię również

DOLINA PIĘCIU STAWÓW | CZYLI W KOŃCU TAM DOTARLIŚMY
Szarość | czyli Focus w kolorze
Ostatki | czyli ostatni ślub w 2015
Kampania | czyli wybrzeże Amalfi
SZWAJCARIA | CZYLI JESZCZE TAM WRÓCIMY
Klasyka | czyli Fiatem do Ślubu
FERRARI POLSKA | CZYLI DZIEŃ W MOTORYZACYJNYM RAJU
Las | czyli plener niecodzienny
KONIE MECHANICZNE | CZYLI FORD MUSTANG I FERRARI
Włochy | czyli raj dla grup wielu cz.3
Back to Top