Kampania | czyli wybrzeże Amalfi

Kampania | czyli wybrzeże Amalfi. Opis kilkudniowego wypadu do Włoch na wybrzeże Amalfi. Zobaczycie Positano, Amalfi, Minori i okolice. Dodatkowo Lancia Ypsilon.

March 08, 2016
 To był początek roku, w Warszawie zima ani nie chwyciła solidnie ciesząc nas mocnym śniegiem ani nie odpuściła na dobre, dając troszkę ciepła i słońca. Czyli było mokro, zimno, wietrznie, ponuro. Coś trzeba z tym zrobić, pomyśleliśmy. Szybkie polowanie na bilety, rozważanie terminów i dostępnych kierunków. Wyszło nam, że polecimy do Włoch...bardzo dobry kierunek, chociaż uciekła nam z przed nosa fajna opcja na Hiszpanię, trudno następnym razem. Sprawa wygląda tak, lecimy do Rzymu, wsiadamy w auto i jedziemy w dół, aż napotkamy Wybrzeże Amalfi. Tak też się stało pod koniec lutego. W Rzymie wylądowaliśmy koło 14, przywitało nas słoneczko i ciepełko, wystarczające do spacerowania w bluzie. Wypożyczenie auta odbyło się szybko i przyjemnie i już po chwili mknęliśmy Lancią Ypsilon. Chociaż w jej przypadku mknięcie to zbyt optymistyczne słowo, 69KM jest wystarczające do miasta, ale w trasie trochę się męczy. Powoli, dostojnie do celu.
 To już chyba niedaleko. Im bliżej celu, tym drogi robiły się ciekawsze, zjechaliśmy z autostrad, robiło się wąsko i kręto. Drugi bieg i od zakrętu do zakrętu. Szkoda, że nie mieliśmy cabrio.
 Muszę przyznać, że im bardziej kręte drogi i ciasne zakręty, tym bardziej radowała mnie jazda tym malcem, który swoją droga jak na standardy w tym rejonie mały nie jest. Do hotelu dotarliśmy wieczorem. Za punkt noclegowy obraliśmy miejscowość Minori. Malutka mieścina i gmina jednocześnie, która zgodnie z danymi jakie znalazłem ma 2km kwadratowe powierzchni i 2880 mieszkańców. W całej miejscowości miejsc parkingowych dostępnych dla przyjezdnych (płatne-niebieskie linie) jest może z 60 góra. Kilkanaście w porcie, ale nie zostawiajcie tam auta podczas sztormu, poważnie. Kolejne na głównej drodze, ale tylko parę. Okazało się, że termin wybraliśmy idealny, wystarczająco ciepło na spacery, ale za razem mało ludzi na ulicach. Dlatego prawie przez cały wyjazd udało nam się parkować za darmo. Oto i całe Minori w pełnej okazałości. Za pierwszą górą widać plaże kolejnej miejscowości, Maiori.
minori. widok z ravello
Positano
Jako pierwsza w naszym rozkładzie poznawania okolicy, pojawiła się miejscowość Positano. Nasza syrenka warszawska też ma prawo do wakacji.
positano
positano. włochy
 Positano, również nie ma zbyt wielu miejsc parkingowych. Dodatkowo przejazd przez miasto jest jednokierunkowy, więc jak już zjedziecie z głównej drogi to parkujcie jak tylko znajdziecie miejsce i ruszajcie z buta. Inaczej będziecie musieli zrobić całą rundę... chociaż w sumie i tak będziecie musieli wyjeżdżając. My zostawiliśmy auto na samej górze i powoli po schodkach ciasnymi szczelinami między domami turlaliśmy się na dół. Co chwilę skręcając aby zobaczyć, gdzie prowadzi kolejna droga. Chyba można powiedzieć, że jest to labirynt uliczek, ale wszystkie schody prowadzą finalnie na plażę.
positano. włochy
Furore
Drugim miejscem, które musieliśmy odwiedzić, było Furore. Znajduje się ono pomiędzy Amalfi a Positano. A prezentuje się tak.
furore
 Trafiliśmy tam tuż przed zachodem słońca. O tej porze roku, miejsce wyludnione i opuszczone zupełnie. Klimat jak po ataku zombie. Tutaj też najbardziej odczułem brak statywu, który umożliwił by kilka ekspozycji i posklejanie później w całość. Niestety bagaż podręczny rządzi się swoimi prawami.
Amalfi
 Amalfi odwiedziliśmy dopiero na koniec wyjazdu, ale trochę zmienię kolejność, dla Waszego dobra i spójności opisu. Prezentuje się ono tak. Nie muszę dodawać, że tutaj też będzie problem z parkowaniem w sezonie, skoro my po sezonie zrobiliśmy kilka rundek zanim się nam udało. Natomiast zdecydowanie warto się pokręcić, ponieważ miasteczko jest urokliwe.
amalfi
 Pogoda jak widać, pokazała pazurki. Coś tam nawet pokropiło, próbując nas pogonić do hotelu. Nie zrobiło to na nas większego wrażenia, w świetnym nastroju ruszyliśmy na spacer.
Ciężko było się im oprzeć, ogromne "kulki", nakładane pacą.
Ogrody Rufolo
 Ogrody Rufolo, znajdują się w miejscowości Ravello. Jak by nie kombinować i gdzie by nie parkować auta i tak trzeba tam podreptać na piechotę pod górę. Myśmy całkiem przypadkiem wybrali dłuższą drogę, ale widokowo całkiem ciekawą. Spacer między uprawami cytryn i pomarańczy.
Bilet wstępu, kosztował 7 Eur, nie jest tani, ale zdecydowanie uważam, że warto. Widok z tarasu widokowego jest bardzo fajny,a i reszta ogrodu pozwala pospacerować, relaksując się.
rufolo 
Minori
minori
Pomimo sporego wiatru, unoszącej się w powietrzu wodzie i soli, która zaklejała mi okulary i szkła obiektywu, w porcie był sporo lokalnych osób, grały w karty popijały kawę, grały w piłkę, rewelacyjny klimat.
 To tylko wycinek całego wybrzeża Amalfi, który udało nam się zjechać. Odwiedziliśmy jeszcze Sorrento, które jednak nie zrobiło na mnie wrażenia. Natomiast zostawiliśmy jeszcze sporo bocznych dróg, które mogły nas doprowadzić do fajnych odkryć. Niestety, nie tym razem. W następnej części przeniesiemy się na jeden dzień na drugą stronę "buta".
Tomek

Może zainteresuje Cię również

ANACONDA | CZYLI SUPRA W SZATACH OD STW
RENEGADE | CZYLI JEEP Z WULKANICZNEGO PIASKU
Mazury | czyli gdzie chowa się zima
DOLINA PIĘCIU STAWÓW | CZYLI W KOŃCU TAM DOTARLIŚMY
NORWEGIA | CZYLI DROGO, ZIMNO, DESZCZOWO, WSPANIALE
SYCYLIA | CZYLI CIEPŁO W PAŹDZIERNIKU
FORZAITALIA 2016 | CZYLI MAŁE WŁOCHY POD TARCZYNEM
UDANY DZIEŃ | CZYLI MAJ W PLENERZE
2015 | czyli podsumowanie
MOMENTY | CZYLI WAŻNE CHWILE
Back to Top